Prezent dla MAMY....hmmm......

Co roku głowimy się co wyjątkowego dać naszej mamie na Dzień Matki? Jak odzwierciedlić uczucie? Jak podziękować za BYCIE MAMĄ? Chcę podzielić się z Wami moimi pomysłami. Dajcie znać jak wy świętujecie ze swoją MAMĄ ten wyjątkowy dzień! Oto nasze propozycję!

Napisz list do mamy.

Zdarza się tak, że czasami nie mamy po prostu odwagi, aby powiedzieć co nam w duszy gra lub nie umiemy ubrać w słowa, to co chcielibyśmy wyrazić. Uważam, że list do mamy to jeden z najpiękniejszych prezentów jaki możecie jej podarować. Czasami jako dodatek do niespodzianki lub solo, jako wyraz wdzięczności i szacunku. Wierz mi, że Twoja mama będzie zachwycona i na pewno schowa list jak największy skarb.

Gdy byłam nastolatką, zrobiłam mojej mamie personalizowany album ze zdjęciami i wierszykami, które częściowo sama napisałam. Od ponad 20 lat parę kartek związanych czerwoną aksamitną wstążką, moja mama trzyma w szufladzie z bielizną J  Nawet ostatnio powiedziała mi, że gdy jest jej smutno i tęskni za mną, to wyciąga album i ogląda.

Jeżeli masz czas, napisz swój własny wiersz dla mamy, przyklej suszone kwiaty i odbij pomalowanymi ustami pocałunek na kartce. Na koniec spryskaj wszystko ulubionymi perfumami i zapakuj w ozdobne puzderko. List możesz napisać na tysiąc sposobów: wierszem, wspomnieniem najpiękniejszych, wspólnych chwil lub po prostu wyrażając swoje uczucia. A teraz wyobraź sobie, że piszesz taki list w każdy Dzień Matki? Super co? Niech to się stanie Waszą tradycją, bo ja osobiście uważam, że pisanie listów to jedna z piękniejszych i niestety najszybciej wymierających tradycji. Pielęgnujcie tę tradycję, ale przede wszystkim dbajcie o piękne wspomnienia, bo one potrafią szybko się ulotnić, a później po rodzicach pozostaną tylko one.

Sam na sam…

Jeżeli nie masz pomysłu na prezent a chcesz aby mama poczuła się wyjątkowo spędź z nią po prostu cały dzień. Pamiętaj, że to jest jej święto i nie podrzucaj jej wnuków pod pretekstem Dnia Mamy. Postaraj się znaleźć zastępstwo dla dzieciaków i spędźcie ten czas tylko we dwoje, dokładnie tak jak na randce. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak rodzice pragną kontaktu z dorosłymi ale nadal swoimi dziećmi. Możesz wcześniej opowiedzieć mamie o swoich zamiarach i zaangażować ją w zaplanowanie tego dnia. Moim wielkim marzeniem odkąd wyprowadziłam się z domu było zabranie rodziców w wyjątkowe miejsce. Tak też się stało, prawie rok temu  poleciałam z rodzicami na dalekie Malediwy. Wiadomo, że nie każdego stać na taką wycieczkę ale mama na pewno doceni każdą dodatkową chwilę spędzoną z Tobą. Jeżeli możesz weź album ze zdjęciami lub coś co pozwoli wam wspólnie powspominać piękne chwile.

Wspomnienia zapisane zapachem

Jeżeli myślicie o dobrych kosmetykach z niezwykłymi nutami zapachowymi dla swojej mamy polecamy z całego serca Polską markę Mokosh! Cała rodziną ją uwielbia (Moja mama jest zachwycona, za każdym razem przywożę jej coś nowego- a jest trochę wybredna pod względem zapachów :P). Ale akurat mokosh jej bardzo odpowiada. Szczególnie jej serce zdobył zapach melon-ogórek. Z kolei moja przyjaciółka zakochała się w zapachu bursztyn- drzewo sandałowe (ja również!). A jeżeli w ogóle myślisz o dobrych, organicznych kosmetykach pochyl się nad polskimi markami. Wybierz dla swojej mamy zapach z którym Ci się kojarzy i przynosi na myśl piękne wspomnienia. A może znasz jakieś wspomnienie swojej mamy które można przywołać zapachem? Zapach jest bardzo szczególna częścią naszego życia, jest naturalnym nośnikiem wspomnień, jak pendrive ze zdjęciami. Nawet niewielka nutka zapachu przywołuję obrazy z przeszłości.

A może to czas aby stworzyć nowe wspomnienia i zapisać je na „zapachowym pendrive”?

Wszystko zależy od ciebie i twojej wyobraźni! Działaj!

Perfumy Sky&Co Storytelling

Jak wiecie wiele przez lata podróżujemy i to skłoniło nas do stworzenia czegoś wyjątkowego. Są to perfumy SKY&CO, zarówno zapach męski jak i damski. Właśnie poprzez ciekawość świata, podróże i rozwój osobisty wpadliśmy na pomysł aby stworzyć własne perfumy, które będą odzwierciedleniem tego jak postrzegamy rzeczywistość. Nawet będąc poza granicami Polski trafialiśmy na ciekawe, egzotyczne, inspirujące nuty zapachowe, ale albo nie były one dostępne w Polsce, albo była to woda toaletowa, albo były one po czasie zbyt pospolite. Zawsze było jakieś ALE.

Pierwszym bodźcem było właśnie to, aby nasze perfumy cechowały się wysoką jakością, ale przy okazji były dostępne dla każdego. Stąd też decyzja, że nasze perfumy będą dostępne tylko przez naszą stronę internetową, unikając w ten sposób pośredników, sklepów i sieci, które zawyżają ceny.  Dystrybucja tylko przez nasz sklep internetowy sprawia, że otrzymujecie Państwo produkt w bardzo wysokiej jakości, ale przy tym w bardzo dobrych warunkach finansowych.

Te kilka miesięcy testów, sprawdzania, dobierania nut było dla nas wielką frajdą, tym bardziej, ze zależało nam na tym, aby znaleźć swoją ulubioną kompozycję zapachową, ale także taką, która będzie podobać się nam nawzajem. Można powiedzieć, że nasze perfumy są dobre dla dwojga, bo ja sama bardzo lubię swój zapach wings, ale lubię też bardzo jak Czarek pachnie swoich „amberem”. Ponadto zapach męski i damski świetnie ze sobą współgrają i nie kanibalizują się nawzajem co jest również bardzo ważne w kontekście używania naszych zapachów przez pary, małżeństwa itd.

Wysoki stopień zaperfumowania stawia nasze perfumy w pierwszym rzędzie, na równi ze znanymi markami, a to wszystko dzięki najlepszym perfumiarzom w Europie, którzy pomogli nam w procesie produkcji i doboru nut zapachowych. Zapachy pozostają z nami na bardzo długo po aplikacji, na co zwracaliśmy bardzo dużą uwagę i cieszymy się, że udało się to zrealizować.

Co więcej możemy powiedzieć o perfumach SKY&CO, przede wszystkim to, że możecie je nabywać zarówno pojedynczo, ale także w pakiecie 2 sztuk, wówczas oczywiście macie na to mały rabacik. Ponadto mamy DARMOWĄ DOSTAWĘ oraz bardzo szybką dostawę, gdyż nasze produkty dochodzą do Was w tempie do 24h, a czasem nawet jeszcze szybciej, o co dba nasz zespół logistyczno/transportowy.

Cieszymy się, że zaczynając od tekstyliów, przez biżuterię, dziś wchodzimy na rynek z zupełnie nowym produktem, nad którym pracowaliśmy ostatnie pół roku. Wysyłamy nasze produkty do całej Europy, a także do wielu krajów na świecie i z tego powoduj jesteśmy bardzo zadowoleni, ale nie siadamy na laurach i pracujemy dalej, aby za kolejne pół roku znów dać Wam bardzo jakościowy produkt, dostępny dla każdego.

Perfumy są też świetnym pomysłem na prezent zarówno dla niej jak i dla niego, zatem jeśli wkrótce macie urodziny, imieniny, a może rocznicę to wiecie co z tym zrobić ?

Jeżeli masz ochotę obdarować mamę standardowym prezentem (biżuterią) to w naszym sklepie SKY & SOUL trwa właśnie promocja -40%. Wystarczy, że wpiszesz kod: MAMA

Ciasto Lilac

SKŁADNIKI

na ciasto:

  • 240 g mąki uniwersalnej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 3/4 szklanki cukru trzcinowego
  • 2/3 szklanki oliwy z oliwek
  • 2/3 szklanki jogurtu naturalnego
  • skórka z 1 cytryny
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 3 jajka

na lukier:

  • sok z cytryny
  • cukier puder
  • opcjonalnie: skórka z cytryny
  • świeże kwiaty bzu do dekoracji

Rozgrzej piekarnik do 270 stopni. Tortownice 22 cm wysmaruj oliwą i posyp mąką.

Przesiej suche składniki do miski. Mokre składniki wymieszaj w drugiej misce. Dodaj mokrą mieszaninę do suchej mieszanki i mieszaj do połączenia. (opcjonalnie: dodaj garść świeżych kwiatów bzu).

Wymieszane ciasto rozłóż równomiernie w tortownicy. Piecz na środkowej półce 20-25 min (do suchego patyczka).

LUKIER: wymieszaj cukier puder z sokiem z cytryny (opcjonalnie: skórka starta z cytryny) i rozłóż na wystudzonym cieście. Możesz do dekoracji posypać kwiatkami bzu.

OPCJA NA POLEWĘ NR 2:

Możecie również wykorzystać do tego różany sos, świetnie komponuje się z ciastem. Przepis znalazłam na onet gotowanie.

  • 5 dag masła
  • 1 łyżeczka tartej bułki
  • 0,3 l czerwonego wina
  • sok z połowy cytryny
  • powidło z dzikiej róży

W rondelku roztapiamy masło, zarumieniamy tartą bułkę, wlewamy wino, zagotować. Dodajemy do sosu sok z cytryny i przecieru z róży (tyle by potrawa stała się odpowiednio gęsta).

SMACZNEGO! :)

Moja bardzo idealna majówka

To miała być majówka idealna. Zapakowałam książki, parę moich ulubionych przepisów i materiały z wykładów, bo w końcu muszę ruszyć z moją pracą naukową. Ten ostatni temat w moim notesie wpisany jest w kategorii „w rozsypce” lub „zakwalifikowany do porażki” no ale nie samymi sukcesami człowiek żyje...

Moja idealna majówka, zaczęła się w ogóle nieidealnie, bo okazało się, że zapomniałam aparatu i wszystkie zdjęcia, które zobaczycie w tym wpisie zostały zrobione telefonem. 

Finalnie, nie zrobiłam ani jednego zdjęcia produktom Sky and Soul, które na własnych plecach dźwigał mój Małżonek i próbował upchnąć w bagażniku naszego siedmioosobowego Land Rovera. Nie przyznałam się, że nie wzięłam aparatu, bo wyszło na to, że po prostu zrobiłam tym rzeczom niepotrzebną 500 kilometrową wycieczkę gratis…

Majówka zawsze będzie kojarzyła mi się z naszą rocznicą ślubu i ogromnymi imprezami, które kiedyś organizowaliśmy. Od kiedy jednak urodziłam Ritę, zarzuciłam wszystkie imprezy na rzecz domowego miru i podtrzymywania spokoju oraz ciszy. Z braku imprez wyniosłam jeszcze jedną ważną życiową lekcję. Są imprezy, jest dużo znajomych- nie ma imprez, znajomi jakby się ulatniają  i zostają faktycznie tylko Ci, którzy jak to bywa w instytucji małżeństwa będą z Tobą „na dobre i na złe”

Ciężko znaleźć ukochaną ciszę z trójką dzieci dlatego uważam, że nadal nie doceniamy formy  ukojenia jaką są spacery, oczywiście najlepiej poza miastem. Nasz dom na Mazurach to istna oaza spokoju, magiczne miejsce i totalne odludzie. Napiszę Wam szczerze, że nie rozumiem ludzi, którzy wypoczywają w wielkich hotelach, a z drugiej strony podziwiam, za umiejętność wypoczywania w gwarze i ten stoicki wręcz spokój, kiedy trzeba czekać podczas śniadania na stolik Ja chyba z tego wyrosłam, a może nawet zdziczałam skoro uwielbiam podglądać pszczoły, wąchać kwiatki i gonić motyle. Czasami żałuję, że nie mam takich umiejętności opisywania przyrody jaką ma na przykład Olga Tokarczuk, bo nasz dom na Mazurach jest niczym najwspanialszy zamek księżniczki, a ja mam nawet swojego księcia na białym koniu.

Majówka w Polsce (pod warunkiem, że jest ciepło) jest jednym z piękniejszych okresów w ciągu roku. To moment w którym trawa oraz liście są soczyście zielone i gołym okiem widać budzącą się do życia przyrodę. Nawet dywan z mleczy wydaje się tak zjawiskowy, że można zapomnieć, iż to po prostu chwasty (mimo, że mają niezwykłe właściwości) Majówka ma także to do siebie, że noce nadal bywają chłodne, a Cezary wie, jak kocham palący się po zmroku kominek. Szczególnie po kąpieli, kiedy mój organizm potrzebuje ciepła. 

Wiosną kompot z rabarbaru smakuje jakby bardziej intensywnie, śladami mojej mamy wynoszę pościel na zewnątrz, na stół przynoszę tulipany z ogródka, a drzwi zdobią kolorowe wianki. 

Wówczas mamy czas, aby na nowo poznać każdy zakątek naszej działki, no i sprawdzić jakie szkody spowodował mróz. Tutaj zawsze znajdzie się coś do zrobienia, szczególnie po okresie zimowym. Wspólnie z Ritą odpalamy bańki mydlane i oczywiście rysujemy kredą. Często wymyślamy zupełnie abstrakcyjne tematy do narysowania, ale to jest niesamowite jak tak proste czynności rozwijają dziecięcą wyobraźnię. 

Wieczory to czas książek i bajek, szczególnie kocham klasyki J Jestem wierną fanką Czerwonego Kapturka, za to od zawsze bałam się Pinokia. Jak byłam mała miałam koszmar w którym to nos głównego bohatera rósł do niewyobrażalnych rozmiarów, a ja budziłam się z krzykiem. Nie raz śniło mi się też, że znajduję się we wnętrzu wieloryba, skąd nie mogę się wydostać. Bajka o Pinokio wyjątkowo nie przypadła mi do gustu w dzieciństwie, nie wspominając już, że sam fakt drewnianego chłopczyka przerażał mnie jak opowieść o Czarnej Wołdze. 

Kończąc moją majówkową opowieść, oczywiście nie może zabraknąć piknikowego stołu, ceramiki z Ćmielowa i eko-papierowych kubeczków. Nasze palenisko znajduje się blisko jeziora, a tuż obok na drewnianym pomoście Amelia wędkuje. Ostatnio złapała 15 ryb i oczywiście wszystkim zwróciła wolność. Codziennie obserwuję ją i widzę jak bardzo jesteśmy do siebie podobne.  Równie mocno jak ja, Amelia lubi chodzić własnymi ścieżkami. Ma własne zainteresowania, zupełnie inne pasje niż jej rówieśnicy i na szczęście dużo odwagi do spełniania się.

Amelka wędkuje

Sielanka minęła, powrót do Warszawy powitał mnie pełną skrzynką mailową i setkami telefonów. Czyli życie Jna szczęście kocham to życie nad życie 

PORANNA PIELĘGNACJA

SCHEMAT PORANNEJ PIELĘGNACJI 

Zaczynając swoją przygodę z pielęgnacją możemy zadawać sobie wiele pytań - Jak tego wszystkiego używać? Co nałożyć na krem? Jak aplikować tonik? Czy jest on w ogóle potrzebny? Czy serum możemy używać też na dzień? Zastanówmy się... jest ich mnóstwo. 

Świadoma pielęgnacja twarzy polega nie tylko na dobrze dobranych produktach i odpowiednich nawykach, ale i poprawnie wykonanej samej rutynie pielęgnacyjnej. To w jaki sposób jest ona przeprowadzona to jedno, ale podstawa, czyli kolejność poszczególnych etapów pielęgnacji i nakładanych kosmetyków to drugie. Może to wydawać się nieoczywiste, ale sposób nakładania produktu, jego ilość, a szczególnie miejsce w rutynie mają ogromne znaczenie w tym jaki końcowy efekt chcemy uzyskać. 

W zależności od tego, kiedy wykonujemy pielęgnację - czy rano, czy wieczorem, pełni ona inne zadania i ma różne funkcje do spełnienia. Na czym chcemy się skupić rano? Już odpowiadam! 

PIELĘGNACJA PORANNA
Z rana większość z nas stara się unikać długiego czasu spędzonego przed lustrem. Poranna rutyna powinna więc być szybka, ale efektowna. Podczas jej wykonywania powinniśmy skupić się przede wszystkim na dwóch aspektach – oczyszczaniu oraz ochronie przeciwsłonecznej. Są to podstawowe i stałe elementy, które stanowią bazę pod pozostałe etapy pielęgnacji. Stawiamy tutaj zazwyczaj na lekkie formuły produktów, które sprawdzą się w ciągu dnia i pozwolą przygotować skórę pod ewentualny makijaż.   



~kolejność~ 



OCZYSZCZANIE

To pierwszy i bardzo ważny etap, który pozwoli nam odpowiednio przygotować skórę pod dalsze elementy pielęgnacji. Od niego zależy późniejsza wchłanialność składników aktywnych oraz całościowy efekt pielęgnacji. Oczyszczanie polega w tym przypadku na pozbyciu się nagromadzonych podczas snu zanieczyszczeń, wyprodukowanego przez skórę tzw. sebum czy potu oraz domyciu resztek pielęgnacji, zaaplikowanej podczas wieczornej rutyny. Z pomocą przyjdą nam delikatne produkty myjące na przykład w formie pianek, emulsji lub żeli, które skutecznie, ale w łagodny sposób poradzą sobie z wszystkimi tymi zadaniami. Myjemy twarz dokładnie, nie zapominając o trudniej dostępnych miejscach jak skrzydełka nosa, kontury włosów, uszu czy szyi. Wiele osób praktykuje 60 sekundowe mycie skóry. Czy ma to sens? Jest w tym trochę prawdy, jednak nie ma jednej reguły, która kategorycznie każe nam trzymać się określonego czasu. Niemniej jednak oczyszczanie nie polega tylko na zwilżeniu twarzy i nałożeniu produktu myjącego. Musimy poświęcić trochę więcej czasu i delikatnie, okrężnymi ruchami masować skórę, by usunąć wszystkie zanieczyszczenia. Następnie dokładnie płuczemy twarz letnią (nie zimną, ani gorącą) wodą, a następnie ją suszymy. Ważnym aspektem jest także prawidłowe osuszenie skóry. Najlepiej sprawdzi się tutaj jednorazowy ręcznik papierowy lub regularnie zmieniany, przystosowany tylko do twarzy materiałowy, czysty ręcznik. 


TONIZACJA

Do produktów tonizujących możemy zaliczyć różnego typu esencje, hydrolaty, czy nawet wody termalne. Głównym ich zadaniem jest przywrócenie skórze odpowiedniego pH, które jest niezbędne do jej prawidłowego funkcjonowania. Woda i niektóre kosmetyki myjące mogą zmienić jego odczyn z kwaśnego na zasadowy, co zaburza nam pracę bariery hydrolipidowej. Jednak z punktu widzenia aktualnie produkowanych na rynku kosmetyków o fizjologicznym, neutralnym ph, nie musimy martwić się o jego zaburzenie. Podsumowując - czy jest to niezbędny etap? Nie. Możemy używać produktów tonizujących, ale nie jest to konieczne. Warto wiedzieć, że mogą one pełnić też inne dodatkowe i świetne funkcje - działać odświeżająco, łagodząco, nawilżająco, regenerująco, kojąco, a nawet złuszczająco. W zależności od rodzaju, możemy spodziewać się innych efektów. To nie jest tak, że on nic nie robi. Bo może robić wiele, jeśli tylko wiemy na czym nam zależy. Uważam, że to bardzo fajny i dodatkowy krok, który można efektownie wprowadzić do naszej rutyny.  



SERUM

To skoncentrowany produkt, który skupia się przede wszystkim na konkretnym problemie. W zależności od tego jaki chcemy uzyskać efekt takie serum dobieramy. Chcemy skupić się na nawilżeniu skóry? Wybieramy serum nawilżające, na przykład z kwasem hialuronowym. Antyoksydacja? Przykładowo, serum z witaminą C. Regeneracja? Serum ceramidowe. I tak dalej. Rano stawiamy zazwyczaj na lżejsze formuły, które szybko się wchłoną i nie zostawią tłustej warstwy, by kolejne kroki również mogły pójść sprawnie, a makijaż dobrze osiądzie na skórze. I teraz pojawia się pytanie... Czy jest to konieczny element? Nie. Serum podobnie jak tonik i krem, o którym zaraz będzie mowa nie są niezbędne. Natomiast mogą niezwykle zmienić ostateczny rezultat pielęgnacji. Weźmy pod uwagę na przykład problem cery suchej. Oczywiście rano oczyszczamy twarz i aplikujemy krem SPF, czyli spełniamy dwa najważniejsze warunki porannej rutyny. Czy będzie to wystarczające dla skóry? Dla wielu takich przypadków niestety nie. Super sprawdzi się tutaj dodatek właśnie w postaci serum, które odmieni pielęgnacje o 180 stopni i sprawi, że makijaż będzie wyglądać o niebo lepiej, a suche skórki nie będą tak bardzo widoczne. Oczywiście jest to tylko przykład i wcale nie musi tak być. Niemniej jednak uważam, że serum to ważny element, który może wiele zdziałać dobrego dla skóry.

KREM

Jak zaznaczyłam wcześniej, nie jest to konieczny etap w pielęgnacji. Mimo wszystko pełni wiele ważnych funkcji: chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi takimi jak wiatr czy mróz oraz zanieczyszczeniami. Podobnie jak w poprzednich etapach, stawiamy też na delikatne formuły i szybko wchłaniające się, lekkie konsystencje. W porannej pielęgnacji krem może stanowić nawilżający element, podobnie jak serum. Pamiętajmy, że nawilżenie skóry to bardzo ważny i obowiązkowy aspekt każdego rodzaju cery. Niezależnie od tego jaka ona jest. Normalna, sucha, mieszana czy tłusta - wszystkie potrzebują odpowiedniej dawki nawilżenia. Jedne mniej, drugie bardziej, ale trzeba o tym pamiętać. Jeżeli zaaplikowaliśmy wspominane wyżej serum, krem stworzy tzw. okluzję, która pozwoli zatrzymać wszystkie aktywne składniki w skórze i lepiej im zadziałać. Tutaj też może pojawić się pytanie – czy jeśli nałożyłam/em serum to muszę nakładać krem? Nie. Za okluzję może posłużyć również krem przeciwsłoneczny, czyli ostatni element porannej rutyny.

KREM Z FILREM

To zaraz po oczyszczaniu najważniejszy i już ostatni punkt porannej pielęgnacji. Krem z filtrem zamyka całą rutynę i powinniśmy aplikować go na twarz codziennie, przez cały rok, bez względu na to jaką mamy pogodę za oknem. Nawet gdy przebywamy w domu, szkodliwe promienie przenikają przez szyby i uszkadzają strukturę naskórka. Ale... Jak to działa? No więc, do naszej skóry docierają dwa typy promieniowania – UVB i UVA. To pierwsze odpowiedzialne jest za powstawanie opalenizny, czyli również poparzeń i wszelkiego typu przebarwień posłonecznych, natomiast promieniowanie UVA niesie za sobą gorsze skutki. Uwidaczniają się one jednak dopiero po czasie, przez co może wydawać się nam, że nie istnieją. Nie zobaczymy ich na pierwszy rzut oka, bo tego typu promieniowanie odpowiada głównie za zmiany nowotworowe i fotostarzenie się skóry, czyli powszechnie nazywane zmarszczki. Czy to najlepszy kosmetyk, który zadziała przeciwstarzeniowo? Zdecydowanie tak. Ochrona przeciwsłoneczna jest ogromnie ważna, dlatego tak istotne jest sumienne i regularne stosowanie kremów SPF.

Światowy Dzień Książki

Wczoraj był Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, a ja z tej okazji przygotowałam dla Was top listę moich ulubionych książek. Rozsiądźcie się wygodnie w fotelu, zaparzcie dzbanek zielonej herbaty, bo z wielką chęcią zapraszam Was do mojego świata literatury.

  1. „Wybaczam Ci” Remigiusz Mróz

To najlepsza książka, którą do tej pory przeczytałam. 432 strony pochłonęłam w dwie noce i już pierwsze strony wbiły mnie w fotel tak, że czytając „Wybaczam Ci” kompletnie nie czułam upływu czasu. Główna bohaterka o imieniu Ina prowadzi ułożone życie. Pewnego dnia dostrzega na koncie Facebook swojego Męża widomość o treści: „Wybaczam Ci”. Krótko po tym okazuje się, że nadawczyni komunikatu popełnia samobójstwo, a Mąż Iny, który twierdzi że nie zna autorki wiadomości, znika w tajemniczych okolicznościach. Nie chciałabym zdradzać Wam dalszych losów bohaterów, ale wierzcie mi, że historia jest tak zawiła, że absolutnie nieprzewidywalna. Cała powieść kojarzy mi się trochę z serialem „Czarna lista” Ma ten sam klimat i jest zakręcona „jak domek ślimaka” ale na pewno warta przeczytania J

Ciekawa jestem, czy ktoś zdecyduje się zekranizować tę powieść. Uważam, że warto by było.

  • „Prawiek i inne czasy” Olga Tokarczuk

To piękna opowieść o dziejach dwóch rodzin i kobietach; silnych, doświadczonych przez życie, oczywiście z charakterystycznymi dla Pani Olgi opisami: natury, życia i przyrody. Ta książka ma w sobie coś absolutnie magicznego i pięknego co sprawia, że chciałoby się do niej wracać w nieskończoność.

„Prawiek i inne czasy” to rozprawa na temat: sensu egzystencji, przemijania i o tym, że my ludzie, jesteśmy częścią niezwykłej metafory świata.

Oto mój ulubiony cytat z tej książki: „Ludzie myślą, że żyją bardziej intensywnie niż zwierzęta, niż rosliny, a tym bardziej - niż rzeczy. Zwierzęta przeczuwają, że żyją bardziej intensywnie niż rośliny i rzeczy. Rośliny śnią, że żyją bardziej intensywnie niż rzeczy. A rzeczy trwają, i to trwanie jest bardziej życiem niż cokolwiek innego”

  • „Raz w roku w Skiroławkach” Zbigniew Nienacki

Chcecie przeczytać naprawdę ciekawy erotyk, to sięgnijcie po tę książkę, której autorem jest ten sam pisarz, który stworzył Pana Samochodzika J Tak dokładnie…

Oczywiście w opisie możemy przeczytać, że „Raz w roku Skiroławkach” to powieść obyczajowa z elementami psychologicznymi i seksualnymi, ale jak dla mnie to niezwykły portret mazurskiej wsi i jej społeczności z elementami odważnej erotyki. Nienacki pokazuje bolesną prawdę o ludzkiej naturze, namiętnościach, ciemnej stronie człowieka i o tym, że prawdziwego mężczyznę charakteryzuję: „mocna głowa do trunków i dzwonek między nogami” Co ciekawa, mimo iż powieść jest dosyć mroczna, często w zachowaniach bohaterów szokująca, to czyta się ją z niezwykłą lekkością i nie odnajdziecie w niej wulgarności. Książkę tę odkryłam jadąc przez mazurskie wsie. Czarek w pewnym momencie powiedział mi: „A wiesz, że Nienacki mieszkających przez jakiś czas w tych rejonach, napisał świetną książkę o żyjącej tu społeczności. Nazywa się „Raz w roku w Skiroławkach”

Napiszę tak: „Pięćdziesiąt twarzy Greya” chowa się

  • „Wzgórze Psów” Jakub Żulczyk

Mam absolutną słabość do Żulczyka. Nie tylko jego twórczości, ale może też dlatego, że Cezary zagrał fenomenalną rolę Mariusza w ekranizacji jego „Ślepnąc od świateł”

Ja swoją przygodę z pisarzem rozpoczęłam od książki pt: „Wzgórze Psów”, ale uwaga powieść ma 864 strony i jest mocno zawiła. Jeżeli natomiast dużo podróżujecie, polecam Wam serdecznie tę książkę w formie audiobooka, którego czyta Jakub Wieczorek. Co to jest za głos! Dodatkowo idealnie pasuje do mrocznej powieści Żulczyka w której znajdziecie: powrót w popegeerowskie rodzinne strony, zbrodnię, społeczną frustrację i dający ulgę Xanax... Powieść czasami wyhamowuje, ale tylko na chwilę, aby znowu móc zapiąć pasy i rozpędzić się do 200 km/h. Niektóre opisy są tak mroczne i przerażające, że musiałam przerwać na chwilę czytanie książki, wziąć parę głębokich oddechów i znowu wrócić do lektury.  W powieści istnieje wiele zawiłych i niewyjaśnionych wątków, więc czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, co za chwilę się wydarzy. Lubię to!

  • „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku”- Mikołaj Marcela

Napiszę tak: pozycja obowiązkowa dla każdego rodzica, któremu zależy na konstruktywnej i efektywnej edukacji swojego dziecka, a nie wypuszczenia w świat człowieka pełnego lęków i kompleksów. Mnie ta książka bardzo pomogła, a przede wszystkim sprawiła, że odpuściłam swoim dzieciom, bo zdałam sobie sprawę z tego, że polski system edukacji jest jednym z najgorszych na świecie.

Nie wiem czy wiesz, ale nasz system edukacji, tak naprawdę nazywa się „ZZZ”, czyli „Zakuć, Zdać, Zapomnieć” Mikołaj Marcela wiele swoich spostrzeżeń oraz tez na temat wychowania dziecka stawia na podstawie własnych doświadczeń oraz niezależnych badań. Szkoda, że książka ta nie została wydana w 2015 roku, kiedy to moja najstarsza córka zaczynała swoją przygodę ze szkołą. Uniknęłabym wielu problemów oraz zszarganych nerwów nie tylko sobie, ale i mojemu dziecku.

  • „Drelich. Prosto w splot”- Jakub Ćwiek

Tę pozycję zwinęłam z półki Czarka, przy okazji jego współpracy z wydawnictwem. To naprawdę świetna książka, a w szufladzie trzymam zapisany ulubiony cytat z tej książki:

„Ze słuchaniem idiotów jest jak z piciem wódki, jeśli nie przestaniesz w porę, zaczniesz robić głupoty”

Z ciekawości postanowiłam rzucić okiem na oceny czytelników na stronie Empiku i nie mogło być inaczej: 98 ocen i średnia 4,8 wcale mnie nie dziwi. Tytułowy bohater, Marek Drelich jest zawodowym złodziejem. Z jednej strony wydawałoby się, że ze względu na to co robi jest bezwzględny i bezduszny (takie sprawia wrażenie) a jednak Markowi bardzo zależy na poprawnych relacjach z byłą żoną i dziećmi. Pewnego dnia okazuje się, że on i jego najbliżsi znajdą się w niebezpieczeństwie. W Drelichu świetnie przedstawione są kobiety. Postać mojej ulubionej bohaterki- Mileny, jest jedną z najlepiej zbudowanych ról kobiecych w literaturze z którą miałam do tej pory styczność.

Książka Ćwieka jest niczym najlepszy film akcji zasługujący na Oskara. Uważam, że powinien pisać scenariusze kina akcji.

Zanzibar

Nasze Święta Wielkanocne w tym roku są zupełnie inne niż te tradycyjne, a to z kilku powodów.  Po pierwsze okres świąteczny to ten jedyny, kiedy dzieci mają wolne od szkoły, więc możemy po prostu spakować walizki i wyjechać. Po drugie ostatnie lata COVID + obecna sytuacja w Ukrainie nie buduje nastroju do jakiegokolwiek świętowania, przynajmniej dla mnie. W moim domu w tym roku zawisł tylko na drzwiach wielkanocny wianek w niebiesko- żółtych barwach, a poza tym nie zrobiłam nic, aby jakkolwiek dodatkowo wprowadzić świąteczny nastrój. Spakowałam walizki i uciekłam, przynajmniej na chwilę chciałam być myślami gdzie indziej. Wojny nie zatrzymam, ale przynajmniej mogę swoje myśli zatrzymać na chwilę.

Wiele słyszałam o Zanzibarze. Tyle samo złego co dobrego, więc tym bardziej chciałam zobaczyć to miejsce na własne oczy. Zacznę może od tego, że podróżujemy za swoje środki. Rok temu mieliśmy propozycję od Phili- Phili, jednak nie skorzystaliśmy z tego zaproszenia. Mamy zasadę, która mówi o tym, że: stać nas na podróże i jeździmy tam, gdzie chcemy, za ile chcemy i sami wybieramy sobie hotele, najczęściej te butikowe. Oczywiście miło jest spotkać Polaków za granicą, takich którzy są rezydentami czy mieszkają od dłuższego czasu w danym miejscu. To zawsze jest czysta kopalnia wiedzy o nowym zakątku świata, szczególnie dla takich ciekawskich jak my

Zanzibar jest piękny. Co by nie pisać jest to wyspa o lazurowej wodzie i piasku niczym mąka. Jest tutaj wiele hoteli, szczególnie tych dużych, sieciowych, które oferują udogodnienia jakie tylko chcecie. My wybraliśmy, mały butikowy hotel Cast Away Residence, który prowadzi Polak, po drugie zależało nam na rodzinnej atmosferze.

Jeżeli chodzi o Zanzibar, przyjęłam zasadę: „byłam, zobaczyłam, zdobyłam”- to by było na tyle. Warto oczywiście zobaczyć Zanzibar, bo widoki są bajkowe, jednak rzeczywistość z którą przyszło mi się tu zderzyć, była często ponad moje jakiekolwiek wyobrażenia. Pierwszy raz, skrajną biedę zobaczyłam na Dominikanie, ale tutaj jest ona nieporównywalnie większa. Ludzie mieszkają w lepiankach, często śpią na kartonach, dzieci biegają od rana do wieczora bez opieki. Nie wiem co jest bardziej frustrujące: fakt, że ta skrajna bieda jest na Zanzibarze,  czy to, że nie mam pojęcia co trzeba by zrobić, aby tym ludziom żyło się lepiej.

Tutaj głośno mówi się o tym, że lokalni mają małe oczekiwania i nie chce im się pracować. Pracodawcy w tym przede wszystkim właściciele hoteli czy restauracji, mają twardy orzech do zgryzienia i musi dużo wody w rzece upłynąć zanim zbudują swój zespół. Z drugiej strony, jak się nieoficjalnie dowiedziałam, miesięczny zarobek kelnera w hotelu to około 350 dolarów… Czy ktokolwiek chciałby pracować za tak niskie wynagrodzenie? Nie wspominając już o tym, że paczka podpasek kosztuje 17 zł, a litr benzyny prawie 5 zł…

Warto jednak odwiedzić Zanzibar chociażby raz w życiu z uwzględnieniem takich miejsc jak: Stone Town, Butterfly Center, Mnarani Natural Aquarium, Jozani National Park, Blue Safari czy Cheetahs Rock. To są miejsca absolutnie wyjątkowe i może się okazać, że wręcz unikatowe, bo pewnych rzeczy jak choćby małpy red colubus, można spotkać tylko w Parku Narodowym Jozani- nigdzie indziej na świecie.

Do tych miejsc powrócę w kolejnym moim wpisie, gdzie opowiem Wam więcej na temat poszczególnych miejsc. Żeby to jednak zrobić, muszę wrócić do Polski i wywołać zdjęcia z mojego ulubionego analogowego aparatu

Niewątpliwie jednym z ciekawszych zjawisk na Zanzibarze, jest obecność Masajów. To niesamowite plemię, które nadal prowadzi koczowniczy tryb życia, a najważniejsza w życiu każdego Masaja jest… krowa. W wieku około 12 lat, każdy chłopiec przechodzi rytualne obrzeżanie, które odbywa się wśród społeczności Masajów. Bardzo ważne jest to, że podczas całego rytuału młodzieńcowi, który jest poddawany zabiegowi nie może nawet drgnąć powieka i nie są mu podawane żadne środki znieczulające czy uśmierzające ból. Masajowie się bardzo charakterystyczni, ubrani w kolorowe szaty oraz nie posiadają dwóch dolnych jedynek. Po tym, gdy już wyrwą sobie te dwie dolne jedynki, obolałe miejsce okładają krowim łajnem, zresztą jak każdą swoją ranę, gdyż wierzą w niezwykłą moc bydła.

Masajowie uwielbiają tańczyć i śpiewać, mają bardzo małe potrzeby i często ich skromna chatka 3x5 metra mieści nie tylko całą rodzinę, ale  kury, kaczki i inne małe zwierzęta hodowlane.  Masajowie nie uznają dziecka, poniżej trzeciego miesiąca życia (spowodowane dużą umieralnością wśród noworodków) oraz nie odprawiają rytuału pogrzebu. Ciało zmarłego zostaje porzucone i pozostawione padlinożercom.

Mam dla Was jeszcze wiele ciekawych miejsc oraz opowieści o Zanzibarze. Dzisiaj jednak dajemy sobie wszyscy wolne i czas na przemyślenia oraz refleksję. Życzę Wam, abyśmy mogli spokojne żyć, funkcjonować i pracować bez strachu o to, co wydarzy się jutro. Ja już przestałam się bać, bo tylko bez strachu mogę się przydać innym, a najbardziej tym, którzy mnie teraz potrzebują.

Życzę Wam miłości, zrozumienia, wytrwałości i jak najwięcej ludzkich odruchów, bo mam wrażenie, że w XXI wieku, kiedy mamy wszystko, często okazuje się, że nie mamy nic. Kochajcie ludzi i bądźcie kochani.

A na sam koniec cytat z książki: „Dom na Zanzibarze”

„Świat jest piękny, ale najpiękniejszy wtedy, kiedy podziwia się go w całej krasie, nie przesypiając ani chwili. Mówi się: "Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje", wcale nie dlatego, że możemy o poranku oczekiwać miliona dolarów. Cóż zatem dostajemy? Choćby te wschody słońca, które dzieją się same, bez naszych starań i wysiłków. Ale w tym przysłowiu chodzi o coś więcej. Chodzi o to, aby nie przespać swojego życia, aby otworzyć oczy i zobaczyć świat takim, jakim go nam Pan Bóg daje naprawdę”.

Babka cytrynowo- rozmarynowa

Składniki

  • kostka masła (wyciągniętego wcześniej z lodówki)
  • 2 i 1/2 szklanki cukru
  • 4 duże jajka
  • 1 żółtko
  • 4 szklanki mąki uniwersalnej
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 i 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 i 1/2 szklanki śmietany 18%
  • 6 łyżek soku z cytryny
  • 3 łyżeczki startej skórki z cytryny
  • 3 łyżeczki roztartego świeżego rozmarynu

Lukier:

  • 2 opakowania serka śmietankowego (400 dag)
  • 8 i 1/4 szklanki cukru pudru
  • 3 łyżeczki startej skórki z cytryny
  • 2 i 1/4 łyżeczki soku z cytryny
  • Opcjonalnie: kandyzowane gałązki cytryny i rozmarynu

Wskazówki

  • Rozgrzej piekarnik do 180°. W dużej misce zetrzyj masło i cukier na jasną i puszystą masę (około 5 minut). Dodaj pojedynczo jajka i żółtko, dobrze ubijając po każdym dodaniu
  • W osobnej misce połącz mąkę, proszek do pieczenia, sól i sodę; dodaj do ubitej masy na przemian ze śmietaną, dobrze ubijając po każdym dodaniu. 
  • W moździerzy rozrób świeży rozmaryn, skórkę i sok z cytryny. Dodaj do masy.
  • Do nasmarowanej oliwą formy (okrągła 27 cm) przelej masę. Piecz aż brzegi zaczną się brązowieć, 75-90 min (do suchego patyczka). Zostaw na 10 min w piekarniku przed wyjęciem. Następnie zostaw ciasto do ostygnięcia na pół godziny.

LUKIER:

  • W dużej misce ubić serek śmietankowy na puszystą masę. Dodać cukier puder, skórkę z cytryny i sok; ubijaj, aż masa będzie gładka.
  • Rozłóż lukier na wierzchu i bokach ciasta. Dodatkowo można udekorować kandyzowaną cytryną i rozmarynem J Bądź tym czego dusza zapragnie. Żeby lukier rozłożył się lepiej na cieście, nałóż jedna warstwę, włóż do lodówki żeby lukier lekko stwardniał i nałóż drugą warstwę.
    * można też ściąć przypieczony wierzch ciasta, obsmarować lukrem a resztkami wyczyścić miskę po lukrze! Myślę, że dzieciaki będą zachwycone ;)

Wielkanocny stół

Witajcie,

Święta Wielkanocne zbliżają się wielkimi krokami, dlatego dzisiaj chcę Wam pokazać szybką i łatwą aranżacje stołu.

Jeśli nie macie jeszcze pomysłu, to zapewniam Was, że przy pomocy sznurka i kilku gałązek możecie stworzyć coś wyjątkowego.

Inspiracją do tej dekoracji były dwa urocze zajączki, które uśmiechały się do mnie z półki jednego z marketów.

Zazwyczaj staram się nie kupować nowych dekoracji świątecznych, jednak tym razem wyjątkowo nie mogłam się oprzeć urokowi tej pięknej pary.

Bazą aranżacji jest biały, ręcznie haftowany obrus kupiony w "second-hand" , przypomina mi mój dom rodzinny.

Moja Mama zawsze dbała o to, aby obrus był śnieżno biały i perfekcyjnie wyprasowany, dlatego ja również staram się kontynuować to, czego nauczyłam się od Mamy .


Na stole rozłożyłam kamionkową zastawę w kolorze kremowym, który pięknie współgra ze złotymi sztućcami.
Na talerzach położyłam lniane serwetki, które tym razem udekorowałam wydmuszką z jajka, pomalowana farbą kredowa.
Do przewiązania serwetek użyłam sznurka jutowego, który znajduje zastosowanie niemal w każdej mojej aranżacji, jako akcent kolorystyczny pojawia się kolor różowy, nie ukrywam, że mam do niego słabość ?


Na moim stole Wielkanocnym nie może również zabraknąć żółtych kwiatów, tym razem zdecydowałam się na pięknie pachnące frezje, które ozdobiłam wiosennymi gałązkami z parku, tymi samymi gałązkami udekorowałam również serwetki.

Zachęcam Was do samodzielnego tworzenia i eksperymentowania, rozejrzyjcie się dookoła, a jestem przekonana że znajdziecie w zasięgu oka coś inspirującego .

Czas Wielkanocy to piękna pora roku, za oknem wszystko się budzi do życia, świat nabiera kolorów, a powietrze otula nas wiosennym zapachem .



Wiosna, wiosna ...wiosna ach to Ty ?

Życzę Wam spokojnych i rodzinnych Świat Wielkanocnych,
uściski Ania

PROSTE RZECZY

Długo zastanawiałam się, czy jest sens publikowania tego postu, ale myślę, że w świetle wydarzeń tuż za naszą wschodnią granicą, nabrał na znaczeniu. Pamiętam, że pomysł na niego urodził się tuż przed wybuchem wojny w Ukrainie. Dokładnie 22.02.2022. Dzień jak co dzień, obfity w codzienne zwykłe i niezwykłe obowiązki. Miałam już ten dzień rozplanowany i cieszyłam się, że szybko pójdzie. W końcu będę miała wolny wieczór (żeby zająć się studiami). Tego dnia przebijały się już promienie słońca a ja jednak nie wiedziałam od czego mam zacząć i jak to wszystko co sobie zaplanowałam ogarnąć. Jak już zaczęłam, szło mi to jak krew z nosa. Strasznie topornie! Znajome uczucie? No raczej. Katowałam się tak prawie cały dzień, bo uparłam się jak osioł, że to zrobię i koniec kropka. Jednak owoc z tego był marny. Patrząc na efekty mojego cudownego planu, ręce mi opadły. W pewnym momencie popatrzyłam na to już prawie wiosenne słoneczko i powiedziałam sobie STOP. Jestem w tym momencie po prostu bezużyteczna! Mogę dalej siedzieć, gapić się jak zombie w ekran komputera i coraz bardziej złościć na siebie albo walnąć tym na godzinę i przejść się! Zanim wyszłam rozpoczęła się bitwa myśli: „Przecież masz tyle do zrobienia”, „Ale jutro już nie będę miała czasu wyjść” „Nie bądź leniwa”, „Ale może odpuszczę jednak” „Nie zdążysz!”, „I tak nic nie zrobię”, „Zmarnujesz czas”, „Już go zmarnowałam”. Z uszu już zaczęło mi się dymić…. Idę! Spakowałam natrętne myśli i wszystko inne w wyimaginowany „worek” i zostawiłam w domu. Poszłam na spacer! To był cudowny pomysł! Czy miałam obsuwę? Miałam. Siedziałam do późna tego dnia, ale finalnie to co zaplanowałam, zrobiłam trzy razy szybciej i efektywniej.

Spacerując tak – bez pasażerów w postaci: pracy, szkoły, domu i wszystkich inny dręczących myśli – chciałam iść wolno i nie myśleć o niczym. Taki był plan. Ale spacerować? Powoli? Czy ktoś tak dzisiaj potrafi? Ja przecież muszę szybko działać! Dopiero chwilę od wyjścia zorientowałam się, że pędzę jak na pociąg na który mam się spóźnić. Nie, nie, nie… tak nie wygląda spacer. Pomyślałam wtedy, że przecież nigdzie się nie śpieszę, idę się przejść, tak po prostu, mam czas. Co będzie to będzie... Przyznam, że na początku czułam się nieswojo, ale lęk szybko mnie opuścił. Uczucie podobne do tego jak jadąc samochodem 140 km/h nagle musisz zwolnić do 40 km/h. bo jedzie traktor czy jakaś inna wolna maszyna. Nieprzyjemne na początku prawda? (Dla mnie tak!). Jednak po chwili płyniesz. Nigdzie się nie śpieszysz. Postanowiłam nie myśleć o niczym, tylko iść. Po chwili skupiłam się chcąc nie chcąc na totalnych „pierdołach”, a jednak jak się okazuje tak istotnych. To o czym mam myśleć jak uparłam się, że nie: o pracy, nauce, nieposprzątanych zakamarkach w domu, liście zadań która na mnie czeka i o tym jaka jestem beznadziejna? I nagle zaczęłam zwracać uwagę na rzeczy, obok których na co dzień przebiegam, niebo ma piękny kolor, jest naprawdę cudowne. Wokoło mnie są drzewa, jakaś stara fabryka, popękana kostka brukowa i małe kałuże gdzie nie gdzie. Wszystko zaczyna robić się zielone, na niebie są chmury, ale nie zasłaniają do końca słońca, które chyli się już ku zachodowi. Bajka! Jakoś tak nagle lżej mi się oddycha, powietrze jest przyjemne, wiatr lekko mnie smaga po twarzy i włosach. Rośliny budzą się do życia po zimie (nie trochę za wcześnie? Nie wiem.), a zachodzące słońce tworzy piękny obraz (cyk fotka!).

Czuje się tak szczerze jak bohaterka książki, a narrator w mojej głowie przyjemnie szaleje! Też tak macie? Może śmiesznie to brzmi, ale to była MOJA CHWILA! ;) Idę sobie dalej, weszłam na drewniany szlak do lasku, nie spodziewałam się, że w Warszawie znajdę takie miejsce. Jest cicho, spokojnie, brak dźwięków miasta. Słyszę tylko łamiące się gałązki i szum wiatru. Raz skręcam w prawo, a raz w lewo, gdzie mi się zachce. Wychodząc z lasku pojawił się zalew, usiadłam sobie na jednej altance, patrzyłam na falującą lekko wodę i pomyślałam wtedy: „ale mi tego brakowało”. Nie mogłabym tego robić co prawda codziennie, wtedy nie byłoby to takie wspaniałe, ale raz na jakiś czas? Koniecznie! Dlaczego tak rzadko to robimy? Wszystko wokół nas, co czasami wydaje się nijakie, wcale takie nie jest! Bywałam w tym miejscu dziesiątki razy: pogawędzić ze znajomymi, posiedzieć na plaży z piwem przy zalewie, zobaczyć koncert. Dzisiaj to miejsce było inne i emanowało spokojem. Wystarczyło tylko zwolnić w odpowiedniej chwili i można dostrzec więcej niż się spodziewamy. Nie są to rzeczy spektakularne, niespotykane, wyjątkowe za którymi na co dzień gonimy. Są po prostu tuż obok nas, na wyciągniecie ręki i to od nas zależy, czy będą piękne czy nijakie.

Tych chwil możemy doświadczyć nie tylko wychodząc na spacer do lasu, to nie jest przepis. One są naszym cichym towarzyszem i czekają na moment, kiedy po nie sięgniemy. Bawiąc się z dzieckiem w przerwie od pracy, czytając mu bajkę na dobranoc, odpuszczając sobie trochę i babrając się z nim w tym błocie (trudno, wypierze się ubrania). Biorąc do ręki książkę, ciepłą kawę i koc. Można też poleżeć chwilę i popatrzeć w sufit (ja lubię!). Nalać wodę do wanny, wziąć kieliszek wina i leżeć aż woda wystygnie. Długoooo! Każda osoba powinna mieć swoją chwilę wytchnienia. Przeżywaj ją na swój, ale rób to! Raz na tydzień, miesiąc, kwartał…Żyjemy dzisiaj w ogromnym pędzie i myślę, że trzeba nauczyć się zwolnić.

Pewna pani psycholog powiedziała kiedyś znajomej: recepta dla Ciebie, młody człowieku to zaparzyć herbatę, usiąść i poczekać aż wystygnie. Wydawało mi się to głupie, ale sama spróbowałam. Siedzisz po prostu i myślisz o tym, kiedy ona wystygnie. I wiecie co? To pomagało. Nie każdy ma ten przywilej, żeby móc beztrosko na chwilę oderwać się od problemów, czy też po prostu zwykłego pędu. I pisząc ten post moje myśli skierowane są oczywiście ku Ukrainie. Jak wiele jest osób, które nie mogą wyjść spokojnie na spacer i oderwać się od otaczającej rzeczywistości. Oczywiście nie chodzi o to, żeby non stop bujać w obłokach (oszalałabym!) ale tak na chwilę, na jakiś czas, zrobić RESET. Korzystajmy z tego, bo możemy…

Pielęgnacja CZAS START!

Hej! Mam na imię Jowita. Do zainteresowania się tematyką pielęgnacji skłonił mnie mój stan cery sprzed 3 lat, która była mocno zaniedbana. Obecnie jestem posiadaczką skóry mieszanej z wrażliwymi policzkami, która wręcz szaleje na punkcie nawilżenia. Jednak musiałam w jakiś sposób do tego stanu ją doprowadzić. Dawniej popełniałam mnóstwo błędów, wprowadzałam ogrom złych nawyków i jakakolwiek pielęgnacja u mnie po prostu nie istniała, przez co doprowadziłam skórę do nieciekawego stanu. Zaczęłam więc szukać informacji u wielu źródeł na ten temat i kolejno wdrążać je w moją rutynę. Nauczyłam się, że nie ma jednej prostej zasady na zdrowy wygląd, a każdy ma inną skórę, do której trzeba podchodzić indywidualnie. Tak właśnie narodziło się moje zamiłowanie do pielęgnacji, a zasada prób i błędów sprawdziła się u mnie idealnie. Praktykuje ją do dziś, dzięki czemu wiem czego, potrzebuje moja skóra, a czego woli unikać. Aktualnie jestem bardzo zadowolona z efektów wypracowanych przez siebie i widzę ogromną różnicę w wyglądzie. Uwielbiam testować nowe produkty, a przy ich wyborze sugeruję się składami, certyfikatami i rzetelnymi opiniami innych osób. Chętnie dzielę się swoją wiedzą i pomogę zaznajomić się innym osobom, które chciałyby zacząć swoją przygodę z pielęgnacją. Udowodnię też, że da się pogodzić ją z codzienną rutyną i wcale nie zajmuje setki godzin, spędzonych przed lustrem. Wiek? Wiek nie ma znaczenia. Jeśli jeszcze nie dbasz o skórę, to pamiętaj, że nigdy nie jest za późno. Pojawi się tutaj również dużo teorii, konkretnych produktów, moich sposobów i szczerych opinii, opartych na własnych doświadczeniach.

Malediwy Q&A

W marcu 2021 roku, już napisałam dosyć długi artykuł o Malediwach. Możecie go znaleźć tutaj. http://www.justkeepliving.pl/blog/3 (trzeba zjechać w dół strony) Wiem, wiem nadal brakuje zakładek na blogu, ale już niedługo się pojawią i ułatwią wyszukiwanie poszczególnych wpisów. Obiecuję.

Tak jak napisałam na Instagramie, postanowiłam zorganizować dla Was Q&A i odpowiedź na Wasze pytanie. Myślę, że sporo znajduje się już w artykule powyżej, ale kto pyta nie błądzi :)

1) Jaki jest koszt wyjazdu na Malediwy?

To zależy od kilku czynników. Po pierwsze od tego w jakim sezonie chcecie jechać na Malediwy. Tzw. „high season” jest najdroższy i trwa od listopada do marca, a jest on związany z porą suchą, która w tym czasie króluje na wyspach. Oczywiście taniej będzie od kwietnia do października, jednak w porze deszczowej może padać cały dzień i nic z tym nie zrobicie. Będzie się wkurzać, odbywać kłótnie rodzinne i wyjedziecie obiecując sobie, że już nigdy na te Malediwy nie wrócicie. Czasami warto odczekać, odłożyć i jechać wtedy, kiedy pogoda jest względnie pewna.
No to ile kosztują takie wakacje? Znam takich, którym udało się kupić pobyt na Malediwach z przelotem przez biuro podróży za około 6 tys. zł za osobę na 7 dni. Znam również takich, którzy wyjechali na własną rękę, mieszkali w Male w małych pensjonatach i pewnie kosztowało to ich około 3-4 tys. zł za osobę. Jeżeli jednak planować dłuższy wyjazd i hotel na wysokim poziomie to cena może sięgać nawet 15 tys. zł za osobę za 7 dni.
Może okazać się jeszcze, że jesteś milionerem, to wtedy możesz zamieszkać w One and Only, który kosztuje 100 tys. zł za 7 dni dla dwóch osób :)
Ja osobiście nie korzystam z usług biur podróży. Za dużo razy rozczarowałam się ich usługami i od tej pory planuję wyjazdy sama. Zamiast czarteru lecę Emirates z przesiadką w Dubaju, a za pośrednictwem booking.com rezerwuje hotele. Wiem, że są tacy, którzy chwalą sobie bezpośrednie loty. Ja jednak za nimi nie przepadam.

2) Ile się leci?

Jeżeli bezpośrednio z biurem podróży, to około 11,5 godziny. Jeżeli z przesiadką w Dubaju to 5,5 godziny z Warszawy do Dubaju oraz z Dubaju na Male 4 h.

3) Czy widzieliście może jak ktoś bierze tam ślub? Zastanawiam się nad taką opcją? Bez rodziny, sami w pięknym miejscu.

Jeżeli nie masz problemu z tym, aby uroczystość odbyła się tylko we dwoje, to czemu nie :) Uważam, że to super pomysł i piękna pamiątka. Hotel chętnie pomoże w organizacji takiej uroczystości. W Diamonds Athuruga, gdzie teraz byliśmy obecnie pracuje Pani Gosia z Polski, która na pewno pomoże w organizacji ślubu.

4) Czy nie jest nudno?

Kiedy zobaczyłam pierwszy raz wyspy (jeszcze z lotu ptaka) przysięgam, że pomyślałam sobie: „Ja pierdzielę, zanudzę się na śmierć” ale wcale tak nie było. Warto przede wszystkim dobrze poznać wyspę na której się jest. Każdy hotel oferuje mnóstwo atrakcji takich jak: sunset fishing, snorkeling, windsurfing, wyprawy na: delfiny, żółwie czy płaszczki. Dla chcącego nic trudnego. Ja biegałam cały czas z aparatami i kamerami, pływałam i byłam zafascynowana rafą koralową. Nie nudziłam się ani przez chwilę, ale też jestem takim typem, który nie umie leżeć na leżaku z gazetą i zawsze znajdę sobie jakieś atrakcje.

5) Gdzie lecieć z dzieckiem?

W Diamonds Athuruga byliśmy sami, za to z dziećmi jeździmy do Velassaru, ze względu na to, że hotel jest położony blisko Male i co za tym idzie bliżej nam do szpitala i jakiejkolwiek cywilizacji. W wyborze hotelu podczas rodzinnych wypraw, to kryterium dominuje wszystkie inne: „odległość do szpitala czy lekarza” Velassaru jest dużo droższy, choćby nawet przez to, że nie oferuje opcji all inclusive, którą ma Diamonds Athuruga, ale zawsze coś za coś.

6) Jak wygląda sprawa testów?

O tym pisałam już tutaj http://www.justkeepliving.pl/blog/3 i za wiele się nie zmieniło. Obowiązkowy jest test PCR 96h przed wylotem na Malediwy (czas pobrania próbki).
Należy również 24h przed wylotem zarejestrować się na stronie https://imuga.immigration.gov.mv oraz wypełnić formularz zdrowotny. Aby wylecieć na Malediwy musicie posiadać kod QR, który wyświetli się po poprawnym wypełnieniu formularza.

7) Czy mama była zadowolona i jakie wrażenia miała?

Moi rodzice powiedzieli, że to był ich najpiękniejszy wyjazd w życiu. Więcej pisać nie trzeba.

8) Czy można wieźć alkohol?

Nie :) ale zawsze można spróbować. Niektórym udaje się, a jeszcze innym alkohol zostaje skonfiskowany na granicy i będziesz go mógł odebrać przy wyjeździe do Polski. Dlatego zawsze warto jednak rozważyć opcję all inclusive. W hotelach alkohol jest dostępny.

9) Czy czujemy się w 100 bezpiecznie jako turyści w odległych zakątkach świata?

Ja kocham podróżować i dla mnie stało się to wielką pasją. Jak wiadomo pasja jest o tyle zgubna, że przestaje się czasami myśleć o konsekwencjach niewłaściwych wyborów. To zupełnie tak jak z miłością :)
Wychodzę z założenia, że „jak ktoś ma pecha to i w drewnianym kościele cegła mu na łeb spadnie” Oczywiście są takie miejsca do których nie pojechałabym z dziećmi, ale sama mogłabym góry przenosić i nie zastanawiam się zbytnio co złego mnie czeka. Raczej zastanawiam się nad ty, co dobrego mnie spotka.
Oczywiście podróżowanie w czasie COVID nie należy do tych przyjemnych, bo zawsze może okazać się, że nie wyjedziesz, bo: dane państwo zmieni zasady podróżowania czy po prostu zachorujesz.

10) Jest sens jechać z dziećmi? Są jakiekolwiek atrakcje?

To zależy. Dla moich dzieci wyjątkowo wystarczającą atrakcją jest brak szkoły. Do tego woda, piasek i jak to się mówi: „Oprócz błękitnego nieba, nic mi więcej nie potrzeba”.
Dzieciaki warto wcześniej przygotować na taki wyjazd, zadać im pracę w postaci opracowania mini- przewodnika po Malediwach. Niech wcześniej napiszą co chciałyby zrobić na wyspie. Warto dzieciaki zaopatrzyć w specjalne buty do wody oraz maski (https://www.decathlon.pl/p/maska-pelnotwarzowa-do-snorkelingu-dla-dzieci-subea-easybreath-junior-xs/_/R-p-308764?mc=8573246) Dzięki takiemu sprzętowi, będą mogły oglądać podwodny świat, który nie zobaczą nigdzie indziej, a na pewno nie nad Bałtykiem :)

Dla dzieci bardzo atrakcyjna będzie obserwacja przyrody: małe rekiny, kraby, jaszczurki, płaszczki czy nietoperze, które są szczególnie aktywne późnym popołudniem.

11) Jak z chorobami tropikalnymi? Malaria, Zika?

Nie ma obowiązku szczepienia się przeciwko chorobom tropikalnym lecąc na Malediwy. Nigdy nas nie spotkało nic złego na Malediwach, za to ostatnio jak byliśmy w Szklarskiej, to Rita po jednej wizycie w basenie, wymiotowała do 2.00 w nocy. Jak widzicie różnie to bywa.
Malediwy są bardzo czyste, przynajmniej te hotele w których my byliśmy.
Diamond Athuruga dodatkowo ma swoją klinikę i lekarza, który czuwa nad zdrowiem gości.
Oczywiście warto przed takim wyjazdem odwiedzić swojego lekarza jeszcze w Polsce i poprosić o listę podstawowych leków. Ja biorę ze sobą nawet mały nebulizator.

12) Lepiej kupić wycieczkę z all inclusive czy oddzielnie lot i hotel też a all?

Ja nie mam miłych wspomnień z lotami czarterowymi :) więc nie wiem czy będę obiektywna w tym wypadku. Jeżeli macie zamiar lecieć z małym dzieckiem i lot czarterowy jest przez noc, to pewnie lepiej będzie dla Was jak dziecko zapadnie w objęcia Morfeusza i wykupicie pakiet w biurze podróży.
Jeżeli jednak nie lubicie długich lotów „longiem”, to Emirates pisząc po młodzieżowemu „wymiata” i oferuje łóżeczka dla dzieci do 2 roku życia.

Prezentownik cz.I

Zaczęliście już robić świąteczne zakupy? Znam takich co zaczynają gromadzić zapasy już po Wszystkich Świętych i sama tak robiłam, bo przyznam szczerze, że bieganina w tłumie weekend przed Wigilią doprowadza mnie do skrajnie negatywnych emocji

Dlaczego przez internet?

Teraz praktycznie w 80% kupuję w internecie, chociaż kiedyś było to dla mnie nie do wyobrażenia. Jak mogę kupić coś na odległość? Nie dotknąć, nie zobaczyć z bliska i w końcu nie przymierzając danej rzeczy choćby nawet do swojego koloru włosów czy cery?

Czasy w których żyjemy szybko zweryfikowały, jak bardzo zakupy przez internet w moim przypadku okazały się zbawienne. Finalnie zauważyłam całkiem sporo zalet:


  1. Czas, czas i jeszcze raz czas. Mówi się, że czas to pieniądz. A i owszem, ale w moim przypadku, czas to każda dodatkowa bezcenna minuta spędzona z rodziną, a nie tylko na robieniu pieniędzy, czy ich wydawaniu.
  2. Opakowania. Od dłuższego czasu bardzo zależy mi na ograniczeniu do minimum zużycia plastiku w moim domu. Kupując przez internet sprawdzam, czy opakowania są przyjazne środowisku, gdzie znajduje się produkcja danej rzeczy oraz przestałam kupować ubrania w tzw. sieciówkach. Sama jako osoba posiadająca własny biznes zwracam uwagę na opakowania, ubrania szyte są z naturalnych surowców (bawełna, len) oraz posiadają certyfikat produktu neutralnego węglowo. Nawet biżuteria, mimo eleganckiego pudełka, zapakowana jest w tzw. „eco packing” (jak ktoś ma, warto sprawdzić spód pudełka)
  3. Wygoda. W internecie mogę robić zakupy 24h na dobę i mam wszystko w jednym miejscu. Robienie zakupów w kilku sklepach począwszy od kupienia mąki, po zakup tuszu do drukarki czy czapki zimowej dla dziecka oznacza pół dnia spędzonego na jeździe z punktu A do punktu B, a Warszawie do tego korki gratis. 

Oczywiście zakupy przez internet mają jeszcze całe mnóstwo wad. Nie ma tak pięknie i idealnie, ale jednak w moim przypadku korzyści przewyższają ryzyko (choćby nawet to związane z oszustwami internetowymi)

Co do domu?

Od razu chcę podkreślić, że to jest pierwsza część wpisu i tzw „prezentownika” a na drugą zapraszam Was już dzisiaj za jakieś dwa tygodnie. 

Prezenty podzieliłam na trzy kategorie: dla domu, dla niej i dla niego.

To co od dawna cieszy moje oko w domu i myślę sobie, że równie bardzo zadowolona byłabym z takiego prezentu to domki ceramiczne, które można podświetlić tealightem lub zwykłymi światełkami. Z tymi domkami jest trochę tak, jak z długimi cukierkami z czasów mojego dzieciństwa, które wieszaliśmy na choince. Niby nic, a tworzy nastrój i kojarzy się ze Świętami Bożego Narodzenia


Swoją kolekcje domów kupiłam już dosyć dawno w warszawskim Flora Point, ale w internecie jest ich całkiem sporo. Przeszukałam sklepy i domki, czy nawet holenderskie kamienice można zakupić w wielu miejscach jak na przykład:

  1. Zara Home https://www.zarahome.com/pl/mały-błyszczący-domek-bożonarodzeniowy-c0p302310066.html?colorId=250&srch=true Chociaż jak dla mnie ten srebrny brokat psuje całość i domki wyglądałyby o wiele lepiej bez niego w wersji saute.
  2. Mojedekorcje.eu https://www.mojedekoracje.eu/136-do-ogrodu?page=5 tutaj są dokładnie te same domki, które kupiłam we Flora Point i które stoją u mnie na kominku w domu na Warmii.
  3. Mantecodesign- https://mantecodesign.pl/pl/p/lampion-domek-h20cm-kamienica-READER/12760 coś dla miłośników prostych form, czyli kamienica. Bez brokatu, ceregieli i innych zbędnych dodatków. W takiej prostocie tkwi piękno!

Kolejnym świetnym pomysłem dla miłośników domowych, wyjątkowych dodatków będzie taki oto czajnik z podgrzewaczem na herbatę. Swój kupiłam tego lata w Juracie. Próbowałam namierzyć sklep online i oczywiście jak to ja J dla chcącego nic trudnego. http://www.ceramikasopocka.pl


Okazało się, że sprzedawana w Juracie ceramika, tak naprawdę pochodzi z Sopotu, a właścicielem jest Pan Jarosław Hanc, który spędził kilka lat w pracowni ceramicznej w Szwecji. Tam zdobywał kolejne umiejętności, także każda rzecz, która wychodzi spod jego ręki to prawdziwe, ręcznie robione dzieło. Jak dla mnie oprócz samych doznań wizualnych, niezwykle ważna jest funkcjonalność. Czajnik można myć w zmywarce, jest odporny na wysokie temperatury i co najważniejsze: dzięki podgrzewaczowi, herbata jest stale ciepła.

FOR HIM

Nie będę oryginalna, gdy napiszę oczywiście o męskiej biżuterii jako idealnym prezencie na Święta. Tak na prawdę zacznę od dwóch rzeczy, których uważam, że facet nigdy nie będzie miał za dużo, są to: spinki do mankietów oraz poszetki. 

W naszym Sky and Soul mamy naprawdę wyjątkowe spinki z kilku powodów:

- są personalizowane.

- wykonane ze srebra próby 925 (wolne od niklu)

- można je łączyć w zestawy. Na przykład z naszyjnikiem (https://bizuteria.skyandsoulshop.com/pl/sky-soul/7343-naszyjnik-medalion-dowolna-litera-skysoul-srebro-925.html)

Każda biżuteria Sky jest pięknie zapakowana w czarne „eco frendly” pudełko oraz posiada certyfikat jakości. 


Co do poszetki to… No właśnie. Poszetka, poszetce nie równa i warto sprawdzić materiał z którego są wykonane. Moim ostatnim cudownym odkryciem jest Spadiora, która szyje 100% jedwabne poszetki, apaszki oraz chusty dla kobiet we własne autorskie wzory. To nie koniec. Spadiora jako marka jest również bardzo mocno zaangażowana w działalność społeczną, szczególnie tę na rzecz kobiet. Myślę, że nietrudno się domyśleć po poszetce, którą widzicie o nazwie „nazywaj ją jak chcesz” czyli po prostu „cipce” 


Wdzięczny, wysoko jakościowy prezent o jeszcze bardziej wdzięcznej nazwie.

Ostatnia propozycja na prezent jest, uwaga: najdroższa, trzeba na nią długo czekać, ale i najbardziej wyjątkowa pod względem wizualnym jak i jakościowym.

Jakiś czas temu trafiłam na instagramowy profil Steve’a Casino, który robi figurki z… fistaszków i umieszcza je w szklanej kopule. Warto zajrzeć na profil artysty i zobaczyć, jak powstają takie figurki. Uwielbiam go podglądać.

Koszt takiej figurki to około 250-300$ + przesyłka z USA. Możecie zamówić podobiznę swojego faceta lub ulubionego piosenkarza, sportowca, aktora, etc. Czaro ma już w swojej kolekcji trzy takie figurki z różnych jego filmów, jak na przykład postać Jurka Kilera. 


Tanio nie jest, ale ja jestem zwolenniczką kupienia jednego, wyjątkowego prezentu niż miliona: skarpet, gaci i różnych innych średnio przydatnych rzeczy produkowanych w Chinach. Może warto rodzinnie zrzucić się na prezent lub na przykład już kilka miesięcy wcześniej zacząć odkładać pieniądze na coś wartościowego. 

FOR HER

Tak jak w przypadku prezentu dla mężczyzn i tutaj urzekły mnie apaszki oraz chusty, które kupiłam sobie w spadiora.pl Tak naprawdę zamówiłam sobie ją z myślą o Malediwach. Wyjazd szlag trafił, ale przynajmniej mam piękną w 100% jedwabną chustę, która poczeka ze mną do kolejnej wycieczki. Spadiora to cały wachlarz przepięknych wzorów, kolorów i rozmiarów. Jestem przekonana, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Oczywiście również w przypadku kobiecych prezentów zachęcam Was do zajrzenia do nas na https://bizuteria.skyandsoulshop.com/pl/ gdzie znajdziecie nasze autorskie wzory biżuterii dla kobiet. Pamiętajcie, że kolory kamieni czy pokrycie możecie konfigurować dowoli.

W ofercie oprócz kamieni szlachetnych mamy jeszcze perły (białe i czarne) oraz cyrkonie. 

Na cały listopad trwa promocja -35%, a jeżeli pragniecie czegoś naprawdę typowo świątecznego, to poczekajcie do 20 listopada, kiedy premierę będzie miał mój nowy projekt biżuterii dla kobiet. Wierzcie mi, że warto poczekać. Szykuję coś pięknego... 

Jak biżuteria, to może puzderko, szkatułka, pudełko lub stojak? Tak jak już wspominałam nie lubię plastiku i unikam go jak mogę. Jeżeli myślicie o prezentach to starajcie się wziąć pod uwagę materiały z których zostały wykonane, na przykład: szkło, drewno, ceramika

Tę szklaną szkatułkę kupiłam już kilka lat temu w Zara Home, zaś modułowe pudełko Stackers podczas jednej z kampanii Westwing. Obecnie znalazłam je w Fabryce Form https://fabrykaform.pl/stackers-szkatulka-na-bizuterie-stackers-potrojna-classic-taupe

Ich zaletą jest wysoka staranność wykonania, magnetyczne zamknięcie i że można w różny sposób je ze sobą łączyć i dokupować pojedyncze moduły. W ofercie Stackers możecie również znaleźć stojak na biżuterię, pudełko na okulary czy kosmetyczkę podróżną. Warto również śledzić kampanie Westwing, bo swego czasu Stackers pojawiał się tam w atrakcyjnych cenach. 

Jeżeli szukacie tańszego produktu, a równie wyjątkowego to może warto rozważyć opcję pod tytułem: „mydło”, ale nie takie mydło kupione w Biedrze( nie ma nic do Biedry), tylko na przykład w https://www.galilu.pl/catalogsearch/result/?order=relevance&dir=desc&q=mydła

Ja uwielbiam kupować mydła w Galilu i jestem od tego absolutnie uzależniona. Po pierwsze, tak jak miała to w zwyczaju moja mama, ja również upycham pachnidła po szufladach i szafkach z ubraniami. Po drugie zwróćcie uwagę na opisy tych mydeł. Każdy znajdzie coś dla siebie, czyli mydło które: nie zawiera oleju palmowego, jest dla wegan, nie jest testowane na zwierzętach oraz charakteryzuje się wyrazistą nutą zapachową np: mięta pieprzowa, bursztyn, lawenda, czarna porzeczka, tuberoza, róża czy gardenia. 

Oczywiście przygotowałam także opcję droższą, ale absolutnie wartą swojej ceny. Niebieski sekretarzyk, czyli mój cukierek zrobiła Ania Dębska, która mieszka w Anglii i wykonuje takie oto cudeńka również dla swoich klientów w Polsce. Ania wyszukuje wyjątkowe antyki, po czym nadaje im drugie życie. Dla mnie niesamowite jest to, że każdy mebel, który pochodzi od Ani ma już swoją historię, naznaczony jest przez przeszłość i widział zapewne więcej niż my...

Ania działa na Instagramie jako @world_of_design_by_anna

Mam nadzieję, że pierwsza część mojego prezentownika podoba Wam się. Już niedługo druga część.

Wasza Ciotka